Niemcy. Zamach terrorystyczny w Berlinie podczas kiermaszu bożonarodzeniowego

Do tragedii doszło w poniedziałek późnym wieczorem, około 20:30, gdy na przedświątecznym kiermaszu zgromadzonych było jeszcze wielu przechodniów. Wówczas ciężarkówka prowadzona przez Pakistańczyka, skradziona polskij firmie transportowej, wjechała w tłum ludzi zabijając 12 osób, a raniąc 50.

Właściciel firmy przewozowej Ariel Żurawski w wywiadzie prowadzonym tuż po zamachu stwierdził, że z kierowcą (prywatnie, kuzynem właściciela) Łukaszem Urbanem nie było kontaktu już od godziny 16. Polski kierowca wiózł towar (stalowe legary) z Włoch do Berlina, gdzie miał zostać rozładowany po czym udać się w kolejną trasę, tym razem do Danii. Niemiecka firma, odbiorca towaru, nie podjęła jednak rozładunku w poniedziałek zmuszając kierowcę do pozostania do dnia następnego (kiedy to miał zostać przeprowadzony rozładunek) w pobliżu firmy, ale poza jej terenem – nie zezwolono polskiemu kierowcy zaparkować i przenocować na terenie zakładu. Jak stwierdził właściciel firmy – jest to typowe podejście niemieckich firm w stosunku do polskich (aut: traktowanie z góry, zachowania niegodne i niestosowne). Jak okazało się po sprawdzeniu wykazów z systemów namierzania ciężarówki, podczas postoju w wyznaczonym miejscu, kilkukrotnie odbywały się próby uruchomienia silnika, z informacji do jakich dotarł portal „niezalezna.pl”, wyglądało to następująco:

15.44 – ktoś próbował włączyć auto. Następnie przez godzinę nic się nie działo.
16.52 – kolejna próba uruchomienia auta. Silnik pracował do 17.37. W tym czasie samochód się nie przemieszczał, a takich prób miało być kilka.
19.34 – ciężarówka została uruchomiona i ruszyła spod Berlina.

Terrorysta lub terroryści zdołali zbiec, na miejscu zdarzenia policja odkryła tylko ciało polskiego kierowcy. Po dokonaniu sekcji zwłok okazało się, że najprawdopodobniej żył on w czasie ataku. Był kilkukrotnie raniony nożem, ale nie zmarł z tego powodu. Do końca siłował się z napastnikami, próbując jedną ręką skręcic kierownicą tak, aby zminimalizować straty działań terrorystów. Podczas tej heroicznej akcji najprawdopodobniej został zastrzelony (nie wiadomo jednak kto strzelał czy terroryści czy niemiecka policja). Można tylko domniemywać co by się stało i jakie były by większe straty w ludziach oraz zniszczenia podczas trwania kiermaszu, gdyby nie bohaterska walka polskiego kierowcy z muzułamńskimi terrorystami.

Z najnowszych doniesień niemieckich mediów wynika, że polski kierowca podczas szarpaniny w kabinie pojazdu zdołał ranić, być może dość ciężko, terrorystę.

Dodaj komentarz